Opowieść o synu „marnotrawnym”

syn-marnotrawny

Mój plan wychowawczy

Zawsze byłam zabieganą mamą i już nigdy nie nadrobię straconych chwil. Miałam potrzebę przestrzeni tylko dla siebie i uważam to za zdrowy egoizm. Dlatego zapewne chciałam, żeby moje dzieci były niezależne. Starałam się dawać im swobodę w wyborach.  Mój wychowawczy plan był następujący:

  • Dawać przestrzeń
  • Dbać o wolność myślenia i samodzielność dzieci
  • Pozwalać doświadczać życia
  • Uczyć dbania o innych
  • Mówić prawdę
  • Uczyć niezależności

To jak wypadł on w praktyce, w historii mojego syna. Drugi syn, jeszcze bardziej uparty właśnie dorasta.

21 lat życia w jednym tekście

Szymon urodził się na ostatnim roku naszych studiów i przyspieszył plany związane ze ślubem oraz pomieszał zawodowe szyki. Z perspektywy czasu okazało się, że był darem we właściwym czasie. Gdyby nie urodził się wtedy, poświęciłabym się jeszcze bardziej karierze zawodowej, a decyzja o dziecku odeszłaby w daleki plan. A tak – nauczyłam się radzić sobie z wieloma zadaniami jednocześnie i utrzymać rodzinę z niewielkich środków.

W przedszkolu Szymon był nadaktywnym dzieckiem. W wieku 4 lat zaczął chodzić na ju- jitsu, żeby wytracić energię. Jednak przez większość czasu na treningach ćwiczył karnie, bo nie chciał ćwiczyć pod dyktando. Już wtedy zaczął wybierać własne drogi. Nie bez powodu kot jest jego ukochanym zwierzęciem.

W szkole podstawowej odbierałam skargi, że Szymon jest zbyt samodzielny.  W drugiej klasie wylądowaliśmy w poradni ze wskazaniem na dysleksję, dysgrafię i dysortografię. To był pierwszy raz kiedy wychodziłam z siebie i nie mogłam zrozumieć własnego dziecka. Wtedy trafiłam na świetną terapeutkę, która pokazałam mi, że mój syn wychodzi poza schemat. W polskiej szkole będzie mu ciężko, bo nie jest średniakiem i jeżeli ja go nie wesprę, to się pogubi. Do dzisiaj jestem jej wdzięczna za te otrzęsiny.

Trudny czas dorastania

To były prawie żadne wyzwania, w porównaniu do tego, co zaczęło się kiedy Szymon stał się nastolatkiem.

Zaczęłam zauważać niepokojące sygnały w wieku około 12 lat. Pewnego dnia wróciłam nieplanowanie do domu i zastałam grupę chłopaków, w tym dużo starszych, zapach zioła w garażu. W takich momentach walczę jak lwica. Dotarłam do informacji o tym co się działo, dotarłam do dilera, dotarłam do rodziców innych chłopców, żeby zaalarmować co się dzieje z naszymi dziećmi. Wtedy wydawało mi się, że problem jest pod kontrolą. Jak się okazało kilka lat później, Szymon po prostu bardziej się ukrywał.

Wtedy jedną z moich podstawowych metod było „zaprzyjaźnij się z wrogiem”. Zawsze starałam się znać kolegów Szymona i chętnie gościłam ich w domu. Te kontakty przydały się gdy Szymon zaczął się „gubić”. To właśnie od nich wiedziałam, że zadaje się z podejrzanym towarzystwem. Sprawdzali gdzie jest, gdy nie wracał do domu.

Są zdania, których boisz się usłyszeć i które boisz się wypowiedzieć

Pewnego dnia Szymon nie dotarł na umówiony z tatą wyjazd na narty. Co było jeszcze bardziej niepokojącego, ponieważ to jego ulubiona aktywność sportowa. Nie przyszedł na noc, nie było go rano. Ze szczątków informacji dowiedziałam się, że ktoś go widział rano. Ja poza domem. Siwiałam każdą godziną bardziej. I kiedy się pojawił usłyszałam:  „Mamo nie wiem gdzie byłem, nie wiem co się ze mną działo, obudziłem się w piwnicy, nigdy więcej tak nie chce”. W mojej głowie myśli – tabletka gwałtu, ktoś go wykorzystał, zażył jakieś gówno, które wpłynie na zdrowie i najtrudniejsze pytanie „Synu czy nikt nie zrobił ci krzywdy”?

A potem przyszło jeszcze gorsze

Szymon zaczął tracić kontrolę  nad sobą. Upalony opuszczał lekcje, palił marihuanę na przerwach, upijał się w weekendy. Karne zabieranie komputera, telefonu, pieniędzy – nie dawały kompletnie nic. Wręcz przeciwnie – zamykał się coraz bardziej w sobie, wycofywał z życia, nie wychodził z pokoju. Pewnego dnia wyrzuciłam go po prostu z domu. Nie akceptujesz zasad naszego domu – musisz się wyprowadzić. Oczywiście wrócił, ale przez czas kiedy go nie było umierałam ze strachu. Wiedziałam jednak, że trzeba to przeczekać.

I dalej w dół

Równia pochyła w dół ruszyła. Najpierw popalanie w szkole, potem kradzież w sklepie i sprawa w sądzie rodzinnym. W naszym życiu na dwa lata pojawił się kurator. Usunięty z dwóch terapii uzależnień. Po jakimś czasie zaczęły z domu znikać pieniądze i rzeczy. Kiedy znalazłam kwit z lombardu z zastawionym PlayStation, nogi się pode mną ugięły.

Wtedy przyszło najtrudniejsze doświadczenie związane z moim synem. Zwątpiłam w niego, poczułam olbrzymie rozczarowanie i zmęczenie. Po przebudzenia, każdego ranka starałam się sobie przypomnieć, kiedy był fajnym dzieckiem. To było najtrudniejsze doświadczenie- ani rozwód, ani porażki, ani utrata znajomych nie powodowały we mnie takiej beznadziei – jak wtedy. Nie potrafiłam go wtedy kochać, ale wiedziałam, że muszę przy nim trwać. W tamtym czasie jak mantrę powtarzałam pamiętaj, że koledzy w trudnych chwilach nie pomogą i zawsze wtedy zostaje rodzina.

Z dna można się tylko odbić

Przełom przyszedł w momencie totalnego dna – kiedy odczytałam wiadomość o tym, że Szymonowi grożą za długi, że to już nie dziecięca  dilerka a dorośli mężczyźni i zorganizowana bandytka.

Wtedy tez usłyszałam – jak ty mi nie pomożesz to już nikt mi nie pomoże. Opadają wszystkie ułudy i widzisz dziecko w całej prawdzie – są długi do spłacenia, rzeczy w lombardzie i dziecko w beznadziei.

No i zabraliśmy się za naprawianie – długi spłacić, rzeczy z lombardu odebrać, od kolegów odseparować. Szymon wyjechał odpracować pieniądze, które musiałam za niego wyłożyć. W stadninie wyrzucał obornik, kosił trawę – po tygodniu pracy przyprowadziła go policja za picie piwa w miejscu publicznym, ale w kolejnym zadzwonił stęskniony i postanowił tam jeszcze dalej pracować. Szymek wrócił z przewietrzoną głową i tak stawialiśmy małe kroczki, żeby wydostać się z tej matni.

Pozostawały do naprawnienia nie dobre relacje z tatą i konsekwencje rozwodu. Tutaj trafiliśmy do świetnej terapeutki, która na wspólnym spotkaniu pomogła oczyścić rozwodową przeszłość. Wtedy usłyszałam piękne zdanie z ust mojego syna.

Mamo ja już wiem, że w życiu najważniejsze są relacje

I tak jak wcześniej nie potrafiłam sobie przypomnieć, kiedy byłam z niego dumna –  tak po tym zdaniu pomyślałam.

To jest właśnie moje dziecko i posiadł dla mnie najważniejszą życiową mądrość

Czarny scenariusz zaczął się kończyć

Szymon dostał się na grant unijny w ramach którego zrobił prawo jazdy i kurs spawacza. skończył technikum. W każdy wolny czas znajdował sobie pracę. Z bardzo dobrymi wynikami zdał egzamin zawodowy, podjął pracę. Zakochał się w dziewczynie. Uczucie piękna rzecz, ale dziewczyna jego posiada już dwójkę małych dzieci. Wszyscy zadawali mi pytanie  – co ja na to, czemu na to pozwalam. Ja zaś postanowiłam dać szansę jej, uszanować wybór mojego dziecka.

Chwile dla których warto żyć

Mój syn usamodzielnił się zupełnie i podjął decyzję o wyprowadzce z domu i wspólnego zamieszkania z dziewczyną i dziewczynkami. W dzień ostatecznej wyprowadzki dostałam wielki bukiet kwiatów i podziękowanie za opiekę nad nim.

syn-marnotrawny

Byłam tak zaskoczona, że nawet nie zdążyłam się rozkleić. Właśnie dla takich chwil warto mieć dzieci. Nawet tak pokręcone i trudne!

Oczywiście ta opowieść się dopiero zaczyna – jestem pełna strachu czy sprosta roli partnera i ojca? Czy nie zawiedzie trzech nowych kobiet w jego życiu? Czy wielka odpowiedzialność, jaką wziął na siebie w wieku 21 lat, nie przygniecie go?

Rozpiera mnie duma i targają obawy

Patrzę z troską na to jak ciężko, fizycznie pracuje. Wszyscy trzymamy kciuku za tę młodą rodzinę i za mojego syna, który zgodnie z moimi przekonaniami jest niezależny, uważny na innych ludzi, ceni relacje. Wybrał trudną, ale swoją drogę. Pewnie upadnie jeszcze nie raz. Jestem za to pewna, że z tych upadków zawsze się podniesie.

P.S.

Tekst jest dedykowany mojemu synowi i innym rodzicom mierzącym się z trudami dorastania nastoletnich dzieci. Przekazujcie swoim dzieciom prawdę tę trudną, ale i tę złą. To jest wymiar miłości rodzicielskiej.

Udostępnij

Share on facebook
Facebook
Share on linkedin
LinkedIn

Dołącz do rozmowy

2 komentarze

  1. Wzruszyłam się bardzo.
    Dziękuję Ci za ten tekst, szczególnie kiedy mam dwoje nastolatków w domu.
    Pozdrawiam i trzymam kciuki za młodą rodzinę.
    Karolina

  2. Tylko miłość matki wytrzyma takie przeciwnosci losu .
    Z wielką miloscia i nadzieją trwamy przy naszych dzieciach w takich trudnych chwilach . Co nas napędza by udźwignąć ten ciężar? Co daje siłę by trwac by wspierać? Co daje nam siłę by ciagle miec nadzieję w lepsze jutro ? To jest miłość bezgraniczna ,milosc bezwarunkowa.
    Życzę juz tylko dobrych chwil ,powodzenia dla mlodych ludzi by z ta wielka ufnością kroczyli dalej w dorosłe życie….a Pani życzę zdrowia i dalej tak niestrudzonej postawy i juz tylko dobrych wiadomości….

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Barbara Jacińska

KATEGORIE WPISÓW

Subskrybuj

 

Wczytywanie