Blue monday. O tym jak frustracje mogą popsuć relacje.

Blue monday. O tym jak frustracje mogą popsuć relacje.

Blue monday

Podobno najbardziej depresyjny dzień roku. Według wyliczeń brytyjskiego psychologa jest to trzeci poniedziałek roku. „Wzór do obliczenia tego dnia uwzględnia czynniki meteorologiczne (krótki dzień, słabe nasłonecznienie), psychologiczne (brak motywacji, porzucenie postanowień noworocznych), ekonomiczne (wynagrodzenie, terminy spłaty pożyczek związanych z zakupami świątecznymi). Do tego wszystkiego dochodzi poniedziałek, czyli zdecydowanie najbardziej znienawidzony dzień tygodnia”. I rzeczywiście coś w tym jest, chociaż nie zgodzę się, że jest to akurat ten konkretny dzień ale napewno jest to najtrudniejszy okres.

Co blue monday ma do budowania relacji

Słońca brakuje nam już od kilku miesięcy, dzień jest krótki, pogoda nie sprzyja aktywności, błahe sprawy wprawiają nas w rozdrażnienie, wychodzą nasze frustracje. Zły nastrój i przykre emocje innych odbieramy w zwiększony sposób.  Świadomość co się z nami i innymi dzieje jest w tym okresie  szczególnie potrzebna, gdyż w łatwy sposób możemy powiedzieć za dużo, nad interpretować czyjeś zachowanie.

Łatwo się mówi gorzej robi

I tyle byłoby teorii a co zrobiłam w praktyce? Zaczęło się w piątek – kiedy wizyta u dentysty skończyła się ekstrakcją zęba i zabiegiem na chirurgii szczękowej. Niby tylko ząb a właściwie jego zanik podsunęły mi myśli, że już młodsza nie będę i moja młodość przeminie. Opuchnięta jak chomik nie pojechałam na zajęcia na uczelni, w związku z czym rosnące od jakiegoś czasu zaległości jeszcze się zwiększyły. Przymusowy pobyt w domu pozbawił mnie zaplanowanego wieczoru. Jak to w życiu bywa odezwały się równocześnie mary przeszłości i czyjeś nie spełnione oczekiwania przyjęłam do siebie. Co więcej złe zachowanie potraktowałam jako prawidłowość dla całego gatunku męskiego.

O tym jak frustracje mogą popsuć relacje

Przenosząc te doświadczenie na pole relacji międzyludzkich często nam kobietom, emocjonalnym istotom zdarza się w tym czasie mówić za dużo. Gniotące nas frustracje przenosimy nieświadomie na innych. Ranimy, burzymy, uogólniamy a kolejnego dnia przychodzi otrzeźwienie. Niestety słowa padły, nerwy puściły a druga bezbronna osoba została z urazą, poczuciem skrzywdzenia.

 A mogłam zupełnie inaczej.

Syn zrobił mi dobre śniadanie, słońce zaświeciło i zamiast się z tego cieszyć pozwoliłam sobie przyjąć czyjeś pretensje i przenieść na innych. Mogłam uprzedzić, że mam gorszy nastrój a nie złościć się o drobiazgi i za nie wyniesione talerze. Mogłam… ale nie zrobiłam. Poddałam się obniżonemu nastrojowi i została mi tylko lekcja do zapamiętania.  

Udostępnij

Share on facebook
Facebook
Share on linkedin
LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Barbara Jacińska

KATEGORIE WPISÓW

Subskrybuj

 

Wczytywanie