Kuba – kraj gdzie salsa jest dobrem narodowym

Kuba teraz

Kuba to powrót do przeszłości dla tych, którzy pamiętają rzeczywistość komunistycznej Polski, i okazja dla młodszych, żeby doświadczyć niedostatków tamtego czasu. Dla mnie jednak Kuba to przede wszystkim powrót do czasów, gdy technologia nie zdominowała stosunków międzyludzkich, a telefon nie przesłania drugiego człowieka. Pomimo niedostatku ludzie są radośni – tańczą i śpiewają.

Nie opowiem Wam o Kubie z perspektywy kurortu dla turystów (najbardziej znanym jest Varadero). Tam zapewne warunki są zdecydowanie lepsze i rozwinięte pod turystykę. Ja pojechałam na Kubę doświadczyć jej przez zwyczajnych ludzi i naukę salsy. Nie spałam w hotelach, tylko w kubańskich domach – i to była najlepsza decyzja tej podróży, bo dopiero wtedy widać, jak wygląda zwykły dzień gospodarzy.

Gospodarka Kuby

W 2021 Kuba przeszła reformę walutową, wycofała peso niewymienialne, a euro stało się walutą, którą można płacić praktycznie wszędzie. Gospodarka Kuby jest oparta o państwową własność oraz system licencji udzielanych przez państwo na import poszczególnych produktów – w zamian za obowiązkową kontrybucję na rzecz państwa. Jej wysokość ustalana jest indywidualną decyzją administracyjną i może sięgać nawet 90% (taką część swojej produkcji odprowadzają plantatorzy tytoniu w Dolinie Vinales). Wysokiej klasy lekarze i nauczyciele pracują na wymianie w Wenezueli w zamian za ropę. W aktualnej sytuacji gospodarczej głównym źródłem dopływu waluty zagranicznej są emigranci kubańscy, wspierający walutą pozostałych na Kubie członków rodziny, oraz turyści. Bez czarnego rynku na wyspie zostałby głównie rum.

Na Kubie brakuje wszystkiego

Państwowe sklepy świecą pustkami (żywność jest racjonowana) i nie sposób przegapić dostawy towaru, bo wtedy ustawiają się kolejki. W aptekach nie ma praktycznie leków. Jednak w restauracji bez problemu dostaniecie dobre danie.

Skalę tego niedoboru najlepiej oddaje jedna liczba: jedno jajko tygodniowo na obywatela. Nie metafora, nie zaokrąglenie – przydział. Warzywa bywają, ale trzeba je zdobyć: wyprawa po cebulę i pomidora do jajecznicy potrafi być wydarzeniem dnia. Jedzenie uliczne sprowadza się właściwie do prostych placków z serem – czegoś pomiędzy pizzą a lawaszem. Internet kupuje się na żetony, w limitowanych porcjach, w wyznaczonych punktach.

Od niedawna rząd zezwolił na elektroniczny obieg dolara i otworzył sklepy dolarowe (odpowiednik naszego Pewexu z czasów PRL-u), gdzie można kupić większość niedostępnych w sklepach towarów, żywności i środków chemicznych.

Dwie Kuby na jednej wyspie

To, co uderzyło mnie najmocniej, to nie sama bieda, ale precyzja, z jaką wyspa jest podzielona na dwa równoległe rynki.

Rynek lokalny to puste półki i limity. Kanał dewizowy to świat, w którym rum i cola są zawsze i wszędzie. Restauracje dla turystów mają osobne licencje i pełne zaopatrzenie – tyle że jeden posiłek kosztuje tam mniej więcej tyle, ile wynosi miesięczna pensja przeciętnego Kubańczyka. Ta sama ulica, ta sama godzina, dwa zupełnie różne kraje.

Mechanizm widać najlepiej w kuchni gospodarzy. Rodzina, która przyjmuje turystów, dostaje dodatkowy przydział: około dwóch jajek dziennie na gościa. Czyli mój jeden dzień na Kubie to więcej jajek, niż moja gospodyni dostawała dla siebie na dwa tygodnie. Państwo tworzy deficyt, turystyka gwarantuje nadmiar, a ludzie żyją pomiędzy.

Kapitol i rozpadające się kamienice

Przepych Kapitolu w Hawanie stoi kilkaset metrów od kamienic, które dosłownie się osypują. Są dzielnice, które wyglądają jak slumsy, z latarniami gasnącymi jedna po drugiej.

Ikoniczne amerykańskie samochody naprawdę jeżdżą i naprawdę robią wrażenie. Ale to jest zdjęcie, nie życie. Ten romantyczny obrazek – klasyki, cygara, nocne bary – zasłania koszt codzienności. Z perspektywy mieszkańca nie ma tu wielu rzeczy, których warto by zazdrościć.

Architekci niewiele tam mają do zrobienia – istniejąca architektura jest w większości dziełem hiszpańskich kolonizatorów, a najmłodsze miasto zostało założone w 1819 roku.

Salsa jako dobro narodowe

I tu zaczyna się druga strona tej historii. Bo przy tym wszystkim energia społeczna na Kubie jest wyższa niż w niejednym bogatym kraju. Rozmowy, uśmiechy, taniec. Wieczorne wyjścia do barów. Lekcje salsy w Hawanie i w Trinidadzie – u źródła, tam gdzie ten taniec po prostu jest, a nie jest kursem w karnecie. Improwizowana zabawa na ulicy, bez pieniędzy i bez internetu.

Sylwestra spędziłam z gospodarzami: cygaro o północy, kakao, rytuały, które sklejają wspólnotę. To właśnie kultura i relacje amortyzują tu brak wszystkiego innego.

Karaibskie plaże

Kuba to największy pod względem powierzchni kraj na Karaibach. Infrastruktura przy plażach jest dość uboga, ale błękit wody, drobny piasek i palmy kokosowe rekompensują jej brak. Odwiedziłam plaże w okolicach Hawany, Trinidadu oraz w Zatoce Świń. Przypuszczam, że plaże w typowych kurortach, jak Varadero, mają lepszą infrastrukturę. Rejon Zatoki Świń to również baza do nurkowania i snorkelingu, w tym piękne cenoty. Rafa koralowa jest tam jeszcze bardzo dobrze zachowana. Więcej o nurkowaniu na Kubie można znaleźć w tym artykule.

Cenoty zrobiły mi zresztą osobistą niespodziankę. Ta głębia i to światło pod wodą były na tyle mocnym przeżyciem, że wróciłam z Kuby z konkretnym postanowieniem: nauczyć się dobrze pływać i zacząć nurkować. Czasem podróż nie kończy się pamiątką, tylko decyzją.

Kuba to również piękna natura

Wodospady i jaskinie El Nicho są położone na skraju parku narodowego Topes de Collantes. Bilety wstępu do parku należy kupić po drodze, gdyż przy samym wejściu kasy są niedostępne. Odpowiednim miejscem na kąpiel jest kryształowy basen, określany przez lokalnych mieszkańców jako Poceta de Cristal – więcej tutaj.

Dolina Vinales – bogata w żyzne gleby, znana z hodowli tytoniu i licznych jaskiń. To tu uprawia się tytoń i produkuje sztandarowy produkt kubański – cygara.

Same plantacje robią ogromne wrażenie. Degustowałam cygara naturalne, o zredukowanej zawartości nikotyny – usuwa się ją, wyciągając z liści twarde nerwy i łodyżki. Dopiero na miejscu zaczyna się wyczuwać różnice w jakości i intensywności; wcześniej cygaro to było dla mnie po prostu cygaro.

Zanim pojedziecie

Dojazd jest długi i męczący – leciałam przez Kanadę, organizując wszystko samodzielnie. Warto to wiedzieć zawczasu, bo sama podróż potrafi zjeść pierwszy i ostatni dzień wyjazdu.

I jeszcze jedno, może najważniejsze. Kuba jest jednocześnie piękna i brutalna i nie da się mieć tylko jednej z tych połówek. Turystyczny komfort na tej wyspie jest importowaną iluzją – wszystko, co dostajesz bez problemu, ktoś obok dostać nie może. Jeśli jedziecie po prawdę, a nie po pocztówkę, wejdźcie w codzienność gospodarzy: śpijcie w ich domach, jedzcie to, co oni, uczcie się od nich tańczyć.

Ja wróciłam z Kuby z przestawioną definicją luksusu. Luksus to jajko. I pomidor do niego.

Nie przegap kolejnego wpisu

Raz na jakiś czas wysyłam list: co zobaczyłam, czego się nauczyłam i co z tego wynika dla codziennych decyzji. Bez spamu, wypisujesz się jednym kliknięciem.

Zapisuję się Podpis: Barbara Jacińska

Udostępnij ten wpis:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

O mnie

Barbara Jacińska

Piszę dla tych, którzy chcą świadomie wprowadzać pozytywne zmiany w swoim życiu. Jeśli szukasz inspiracji, odwagi i konkretnych impulsów do działania — jestem tu dla Ciebie.

barbara jacińska (1)

Kategorie

Rekomendowane wpisy