Minął rok odkąd moje życie wyhamowało a ja zostałam zmuszona do zweryfikowania swoich życiowych decyzji. Oto historia jednego zdjęcia…

Życie przed migawką

  • Od 10 la prowadzę dynamiczną firmę w branży inżynieryjnej -absolutnie męskiej. Kobieta manager w tym miejscu z wykształceniem humanistycznym i stereotypy… Chyba nie muszę nic dodawać. Praca ta pochłania mnie w 100 %.
  • Jestem samotną matką z dwójką wyjątkowych ale też wymagających i trudnych synów. Ogarnięcie rodziny, domu, ogrodu, psa i kota to następne 100 %.
  • Pasjonuje mnie świat, podróże i ludzie. Kocham gotowanie i muzykę, więc w chwilach dla mnie – wpadam na koncert lub warsztaty kulinarne. Kino, teatr, wyjazdy – razem kolejne 30 %
  • Książek słucham na audiobookach w drodze do pracy, ukochaną siostrę i mamę obdzwaniam w drodze powrotnej ( i to jest plus długich dojazdów), zakupy robię przez internet – moje 20 %
  • Relacje i przyjaźnie – kolejne 20 %

Postanowiłam rozciągnąć to równanie

Cóż to za matematyka! Było już 270 % a ja postanowiłam rozpocząć dodatkowy projekt zawodowy, związany z moimi doświadczeniami z rozwodem. I tak gnałam z jednej pracy do drugiej, organizując po drodze codzienność. Nie odpuszczałam po drodze marzeniom i wyszarpywałam chwile oddechu w ulubionych zajęciach.

Nieoczekiwane zdarzenia i kłopoty są darem

To był sierpniowy długi weekend pod znakiem zwiedzania dolnośląskich zamków. Miałam wielki opór przed tym wyjazdem, bynajmniej nie ze względu na turystyczne walory, ale relację, która w tym czasie mnie już uwierała. I tak moje ciało, za mnie, powiedziało STOP. Skok do zdjęcia skończył się złamaniem – dwóch kostek, kości piszczelowej i strzałkowej lewej nogi.

Kula u nogi

I tak spotkało mnie wyjątkowe doświadczenie. Codzienny bieg zamienił się w regularny odpoczynek, rehabilitację, ból i bezsilność. Czułam się nagle ograniczona, życie zwolniło do 50 %. Stałam się zależna od innych. Syn wnosił mnie na piętro, drugi gotował, wózek inwalidzki był jednym sposobem żeby przenieść kubek kawy, jazda samochodem niedostępna. Pies wyprowadzał się sam (na szczęście mam ogródek). Powoli wracałam do pracy ale moja noga nadal dyktowała warunki. Za dużo wysiłku – noga puchła i musiałam odleżeć 2 razy więcej. Poznałam dobroć innych osób ale też brak zrozumienia dla mojej słabości

Minęło 12 miesięcy

Odrzuciłam kule i pierwszy raz zatańczyłam już w październiku, na weselu mojego siostrzeńca. Przeszłam kolejną operację a ostateczne wyciągnięcie śrub jeszcze przede mną. Kilkadziesiąt par szpilek stoi bezużytecznych w garażu. Spełniłam swoje młodzieńcze marzenie i poszłam na prawnicze studia. Zrezygnowałam z dodatkowej pracy i prowadzenia centrum rozwodowego. Moi synowie wydorośleli i zobaczyli, że nie zawsze w życiu „trzeba dawać sobie radę samemu”. Polubiłam ciszę i potrafię nic nie robić. Odwiedziłam kilka miejsc na świecie i w kraju. Bliscy wsparli w moich decyzjach. Jestem szczęściarą!!!!

Nauka: Działanie wbrew sobie skończy się kłopotami, chorobą. Świat wokół jest ważny ale ty jesteś najważniejsza(y)

Udostępnij

Share on facebook
Facebook
Share on linkedin
LinkedIn

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

boskosc
Życie

„Boskie” przemyślenia

Jesteśmy tuż po szczególnym czasie Wielkanocy. Katechizm określa ją, jako święto świąt.  Stąd też w mojej głowie zrodziła się tematyka Boga.(Więcej o świętach i

CZYTAJ DALEJ »
Barbara Jacińska

KATEGORIE WPISÓW

Subskrybuj